Przyjaźń damsko-męska – czy to się może udać? (1)

Generalnie wierzę w przyjaźń damsko-męską. Myślę, że ludzie są w stanie wznieść się ponad własną seksualność i zbudować relację opartą na wymianie intelektualnej, czy emocjonalnej (pozbawionej komponentu popędowo-erotycznego). Wierzę, że potrafią abstrahować od wzajemnej atrakcyjności fizycznej koncentrując się na walorach ogólnoludzkich.

Jednak mój problem, niestety, tkwi w tym, że mimo wiary w powodzenie przyjaźni damsko-męskiej, w moim przypadku – to zupełnie nie wychodzi 😦

Zawsze doświadczam jednego z dwóch scenariuszy: albo osoba płci męskiej, którą lubię, cenię i której ufam, dochodzi do wniosku, że przyjaźń to już za mało, bo ona (tzn. on) czuje coś innego, albo na horyzoncie pojawia się narzeczona/żona spanikowana (bądź z ryzykiem paniki) rychłą perspektywą odebrania jej faceta…  I na nic zdają się tłumaczenia i moje własne dialogi wewnętrzne, że przecież ja naprawdę nic nie zrobiłam!

Z żadnym z moich męskich przyjaciół nie tworzyłam relacji erotycznej… Nie lubię całować z facetami, z którymi nie łączy mnie związek o charakterze seksualnym, więc żadnego całowania również nie było! Ani czułych słówek, wywracania oczami, udawania słodkiej idiotki, więc co, do cholery, ze mną jest nie tak?!

Przyjaciel nr 1, czyli A.

Nie jest tak naprawdę moim pierwszym męskim przyjacielem, ale ponieważ nasza historia ciągnęła się przez wiele lat, chcę go jakoś „uhonorować”… 🙂

A. to znajomy mój i mojego Męża, dzięki niemu się poznaliśmy. Był bliską mi osobą, z którą podczas studiów lubiłam spędzać czas, dzielić się przeżyciami, emocjami i myślami. Kiedy związałam się z jego kolegą, czyli moim przyszłym Mężem, w naszej relacji nic się nie zmieniło. Mieszkaliśmy nawet ze sobą w wynajętym mieszkaniu, bo mój (ciągle przyszły) Mąż studiował w innym mieście.

A. był normalny – ciepły, miły, otwarty, bezpłciowy – przynajmniej ja tak go postrzegałam. Nie miałam nigdy dowodu, że w jego stosunku do mnie tkwi jakieś drugie dno, choć mój (wciąż przyszły) Mąż był innego zdania (co skutecznie bagatelizowałam). Wprawdzie A. raz „sypnął się” mówiąc coś, co mogło sugerować, że jego podejście do mnie jest bardziej niż przyjacielskie, ale po tym incydencie nic nie wskazywało na inny niż platoniczny charakter naszej relacji. Poza tym A. miał dziewczynę (która mnie szczerze nie znosiła – nigdy nie odkryłam przyczyn).

Po moim ślubie stosunek mojego przyjaciela do mnie uległ pewnej zmianie: A. stał się z lekka drażliwy, chwilami rozliczająco-uszczypliwy, miał o coś pretensje, jednocześnie konfrontowany – wycofywał się, negował, obśmiewał wszelkie zarzuty. Utrzymywał ze mną i Mężem poprawne relacje, choć zdarzyło się z jego strony zachowanie jakby zapomniał, że tworzymy związek…

Potem nasze drogi się rozeszły – inne miasta, praca. Kontakty ograniczały się do spotkania raz na  parę lat, jakiegoś wyjazdu na narty, pobytu na koncercie itp. Zawsze był ze mną mój Mąż… Niezależnie od tego, A. nigdy nie przepuścił okazji, aby podczas spotkania nie powiedzieć mi czegoś dziwnego. Dziwność polegała na tym, że zawsze w jakimś kontekście, niezależnie od upływających lat, padało słowo „kocham” w odniesieniu do mojej osoby… A więc usłyszałam od A., że nigdy nikogo nie kochał  i nie nienawidził tak jak mnie (bardzo mnie to zraniło), przy następnym spotkaniu zostałam przez niego przedstawiona nieznajomej osobie jako „X, która jest głupia, ale którą kocham”, A. „kochał” mnie też za sposób, w jaki wyrażam przestrach, a zwłaszcza za moją minę itp., itd. Przy jednym z „kocham” nastąpiła (niezbyt nachalna) próba usadzenia mnie sobie na kolanach…

Zaczęłam unikać możliwości spotkań z A. Zrezygnowałam ze sporadycznych rozmów z nim przez komunikatory. Jedna z naszych ostatnich konwersacji dotyczyła faktu, że zamierza się ożenić (w końcu!), co mnie bardzo ucieszyło, a jego – niekoniecznie. Oliwy do ognia dolała moja dawna przyjaciółka (która podczas studiów mieszkała ze mną i A.) beztroskim podsumowaniem: Och, on zawsze „miał” coś do ciebie. Jesteś jego femme fatale.

91deca0bd7148e4744b47c5000ec12d1

Parę miesięcy temu znowu zaistniała okazja do spotkania z A. Odbywała się pewna impreza, na którą mogłam pojechać z Mężem.

Wysłałam Męża. Samego. Ostatecznie A. to też i jego kumpel. Wrócił wściekły. Ty wiesz – powiedział z niesmakiem – że A. nawet się ze mną porządnie nie przywitał. Tylko od razu mnie zapytał, czy wciąż jesteśmy razem.

Przyjaciel nr 2, czyli K.

Kolegowaliśmy się, gdy byłam w liceum (on studiował). On był ode mnie starszy o parę lat, więc widziałam w nim kogoś w rodzaju opiekuna lub brata (którego nie miałam). K. chyba postrzegał mnie jako gówniarę, bo otaczał mnie troską i czasami mówił mi, że jestem małą x, która przed światem udaje dużą X 🙂

Ja w tym czasie prowadziłam intensywne życie towarzyskie, imprezowałam, zmieniałam chłopaków, ale K. trwał stabilnie przy moim boku. Odwiedzał mnie w miejscach, gdzie spędzałam wakacje, regularnie pojawiał się w moim domu. Nie dostrzegłam nigdy z jego strony żadnych awansów, choć moja mama widziała to inaczej (absolutnie się z nią nie zgadzałam).

Potem nasze drogi się rozeszły i spotkaliśmy się, gdy skończyłam już 30-tkę… To K. mnie odnalazł poprzez stare kontakty. Oboje byliśmy „żonaci i dzieciaci”, mieliśmy odpowiedzialne prace, realizowaliśmy kariery. Miło było się spotkać i powspominać stare czasy, a jeszcze milej – wyjść z roli poważnego dorosłego Pana/Pani.

K. prowadził interesy w mieście, w którym mieszkałam, więc dość systematycznie umawialiśmy się na lunch lub kawę. Rozmawialiśmy o bieżących problemach, książkach, filmach, ale i naszych odczuciach, przemyśleniach. Mój Mąż był w pełni wprowadzony w temat, jednak nie kwapił się, aby dołączyć do naszego grona (mimo, iż kiedyś poznał K.). Zresztą to było trudne – ja z uwagi na ruchomy czas pracy mogłam bezkarnie spotykać się z K. w południe, mój Mąż, niestety, w tym czasie musiał kwitnąć w pracy… Zaś K. skutecznie odmawiał pojawienia się u nas w domu na kolacji…

Sielankę przerwał telefon. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie żona K. Nie znałam kobiety (to znaczy – znałam ją jedynie z relacji mojego przyjaciela).

  • Czy chce pani spędzić Sylwestra z moim mężem? – zapytała dość ostro na wstępie. Niezależnie od jej tonu ucieszyłam się żywiąc przekonanie, że pytanie jest wstępem do propozycji, abyśmy w końcu wszyscy się poznali.

Przytaknęłam więc ochoczo, chcąc rozwinąć temat organizacji wspólnej imprezy, gdy na moją głowę posypały się gromy… Kobieta najzwyczajniej w świecie zrobiła mi drakę. Zwyzywała mnie okrutnie, oskarżyła o niecne zamiary, a ja zamiast się rozłączyć słuchałam osłupiała budząc niepokój mojego Męża, który chyba pierwszy raz widział mnie w stanie takiej katatonii.

To jeszcze nie był koniec!

W słuchawce zabrzmiał głos mojego przyjaciela (to były jego ostatnie chwile w tej roli), który aktywizowany dziarskimi pokrzykiwaniami żony (w tle) wygłosił komunikat o zaskakującej treści: Muszę ci powiedzieć, że wybieram żonę.

Zdurniałam jeszcze bardziej. Mówiąc o wyborze mamy na myśli różne możliwości… Ja tu nie widziałam żadnej opcji. Miał żonę i tyle… Gdzie tu miejsce na inną alternatywę? Bo przecież ja nią nie byłam – miałam męża, a K. kompletnie nie istniał dla mnie jako facet!

Nie byłam w tej relacji kategorią „kobiety do wzięcia”, co od początku było jasne, oczywiste i w pełni czytelne… Czyżby tylko dla mnie?

winterbig____by_pixelmewr-d9jw9k9

Przyjaciel nr 3, czyli R.

R. był bardzo fajny – miły, ciepły, inteligentny, refleksyjny, a w dodatku przystojny 🙂 Mieszkał na drugim końcu Polski, a poznaliśmy się, bo połączyła nas dość nietypowa relacja szkoleniowa – przez parę lat musieliśmy się regularnie spotykać (z racji wzbogacania edukacji), a owe spotkania odbywały się w licznym gronie, poza naszym miejscem zamieszkania.

Z grona stopniowo wykruszały się różne osoby i pozostał trzon – w tym ja i R. Łączyły nas podobne poglądy, skłonność do filozoficznych rozważań i długich dysput, otwartość na świat. Rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach, przekonaniach, relacjach z bliskimi. Ja byłam już zamężna, R. miał dziewczynę, z którą zamierzał wziąć ślub.

Jego stosunek do mnie był aseksualny. Nigdy w jego zachowaniu nie rozpoznałam żadnego gestu, który świadczyłby o jakimś nieplatonicznym podtekście. Po prostu R. był ciepły, troskliwy i czułam, że naprawdę mnie lubi.

Moją pewność w kwestii aseksualności naszej relacji (chwilowo) podważyła koleżanka, która pewnego razu stwierdziła: Bardzo się podobasz R. Widzę jak na ciebie patrzy.

Na krótko zwątpiłam, po czym zignorowałam. Zbagatelizowałam też nieodłączną obecność R. w moim pobliżu, fakt, że dbał o miejsce dla mnie, kawę, sweter na moich ramionach.

Niepokój pojawił się wtedy, kiedy R. oznajmił szerszemu gronu, że czeka go pewne tragiczne wydarzenie. Dosłownie tak to ujął. Znajomi, poruszeni jego poważnym tonem i wyraźnie znękanym wyrazem twarzy, zaczęli dopytywać, a wtedy R. oznajmił, że chodzi o jego zaplanowany ślub, a właściwie konieczność jego zawarcia… Nie łączyłam tego w żaden sposób z moją osobą, dopóki nie nadszedł pewien list… (to były czasy, gdy jeszcze nie wysyłało się maili). List od R…

doodle_by_valenberg-d9g2j64

Zaczęłam wycofywać się z relacji. Nie chciałam skrzywdzić w żaden sposób nie znajomej mi dziewczyny, nawet jeśli to nie ja miałam wobec niej jakieś zobowiązania… Ułatwiły mi to okoliczności: cele edukacyjno-szkoleniowe zostały zrealizowane i nie było już pretekstu do dalszych spotkań… Ociągałam się z listami, doprowadzając do wygaszenia korespondencji…

Zabawne, że mój Mąż jakiś czas później trafił na R. Po dogadaniu, kto jest kim, oboje byli zaskoczeni, że okoliczności losu postawiły ich na wspólnej drodze.

Mój Mąż ze spotkania z R. wrócił nieco zdegustowany – Twój kumpel R. chyba się w tobie zakochał – oznajmił z niesmakiem. – Ciągle chciał oglądać twoje zdjęcia! A ja tam nie pojechałem po to, aby gadać o tobie.

I tak zamknęliśmy w trumnie kolejną moją damsko-męską przyjaźń. A jeśli ktoś myśli, że na tym koniec, to go zaskoczę – ciąg dalszy nastąpi…

Reklamy

86 comments

  1. Myślę, że podstawowym problemem jest nadużywanie określenia „przyjaźń”… Ale tak, bazując na własnych doświadczeniach jak najbardziej wierzę w przyjaźń damsko-męską bez podtekstów erotycznych czy uczuciowych. Da się.

    Polubienie

    • Nie wiem, czy ja nadużywam tego określenia, czy nie… Z własnej, subiektywnej perspektywy trudno jest określić, czy coś jest nadmiarem, czy niedomiarem 🙂 Natomiast ja te relacje zawsze postrzegałam w kategoriach bezpłciowych, stąd ujawniający się inny podtekst mnie zaskakiwał… Może masz rację – może to nie była przyjaźń od początku, tylko ja tego nie widziałam 😦

      Polubienie

  2. … a ja nie potrafię sobie tego wyobrazić. Może inaczej – znam kilku mężczyzn, z którymi w łóżku nie wylądowałam a co do których powiedzieć mogę „przyjaźnimy się”, ale mam też świadomość, że jest to wybór, dla mnie bądź dla nich niekoniecznie przyjemny. Kalkulacja – idąc do łóżka zepsuję więcej niż zyskam, a że w łóżkach i tak bywam często 😉 nie zawsze i nie z każdym muszę, nawet jeżeli chcę ;).

    Polubione przez 1 osoba

    • Twoje spojrzenie na „problem” jest ciekawe, bo rzuca zupełnie inne światło.
      Ja chciałam postrzegać takie relacje w kategoriach aseksualnych (może dlatego, że tacy – dla mnie – byli moi kandydaci na przyjaciół), a zatem wyłączyć z tych relacji kategorię „łóżko”. A może się tego faktycznie nie da? Może taki wybór zawsze gdzieś istnieje z tyłu głowy? Tzn. u większości ludzi, bo mnie naprawdę w żaden sposób nie pociągali opisani wyżej osobnicy…

      Polubienie

      • .. a głowy są dwie i Twoje postrzeganie relacji relacją nie jest. Wycofam się trochę – być może istnieje na świecie czysta, damsko-męska przyjaźń w której nie sposób jest doszukać się erotycznego tła, brzmiącej w tle łóżkowej nuty. Być może .. jak dla mnie, jedna ze stron wcześniej niż później zacznie wędrować myślami po zakazanych polach .. dlatego staram się oceniać to trzeźwo i wiem, że jeżeli celowo i świadomie rezygnuję z horyzontalnej płaszczyzny przyjaźni to pojawi się malutka zadra, ryska ..

        Polubienie

        • Pierwsze zdanie jest bardzo wprost, ale trafne 😉 Masz rację. Dałam się gdzieś ponieść mojemu egocentrycznemu postrzeganiu rzeczywistości.
          Natomiast z tą aseksualną przyjaźnią – to mam coraz więcej wątpliwości (choć niektórzy twierdzą, że istnieje). Bo zawsze głowy będą dwie i nawet, jeśli my sami poczynimy jakieś założenia, to ktoś inny wobec nas i tych założeń może mieć zupełnie inne plany 🙂

          Polubienie

          • .. myślę, że rzecz nawet nie w planach a w ciągłości życia, które plany ma za nic. chemia – współdzielone emocje, napięcie, pozornie syjamska jedność .. wszystko pcha w łóżko, choć „nie, oczywiście nawet o tym nie myślę, przecież jak to, ja i on (ona) ?” .. upraszam sobie świat- myślę o tym, przyznaję przed sobą, nie ukrywam, że nie dostrzegam i świadomie decyduję się bądź nie decyduję na wspólne coś tam więcej .. z drugiej strony jeden więcej, jeden mniej – bez znaczenia 😉 …

            Polubienie

            • Zgadza się – plany i tak weryfikuje życie. Ale nie czuję się tylko jego odbiorcą, ale również i sprawcą 🙂
              A upraszczanie, o którym piszesz, dla mnie jest niedostępne 😦 trochę tak jak ultra- i infradźwięki… Ja naprawdę czasami czegoś nie dostrzegam. I nie umiem myśleć „jeden więcej lub mniej”, nie wiem, dlaczego… może dlatego, że to nie kwestia liczb?… 🙂

              Polubione przez 1 osoba

              • .. och, jeden więcej lub mniej to właśnie ucieczka od liczb 🙂 – perspektywa z której patrzę na paletę damsko-męskich relacji być może jest lekko skrzywiona dodam jednak, do tła pozostałych komentarzy, że w przyjaźni gej-kobieta kontekst erotyczny/seksualny, a raczej nuta pewnego napięcia jak najbardziej potrafi się zarysować 🙂 🙂 choć tu próbkę mam zbyt niewielką bym mogła generalizować 🙂

                Polubione przez 1 osoba

  3. A ja tak: po pierwsze, nazwanie kogoś przyjacielem to u mnie naprawdę wielka rzadkośc, to dla mnie bardzo wyjątkowa relacja i uważam, że o takową w ogóle niełatwo. Po drugie – przyjaźń męsko – damska absolutnie istnieje, ale PO. Po seksie, oczywiście. Inaczej zawsze jedna przynajmniej strona będzie wcale nie aseksualna. A tak – fizycznośc, była, minęła, i bez zbędnych fascynacji pozostaje więź intelektualna. No, można się przyjaźnić w trakcie, na przykład z własnym mężem. CO polecam :):):):).

    Polubienie

    • Z mężem to się można przyjaźnić, ale na innych zasadach 🙂 (nie napiszę, jakich, bo temat zamierzam rozwinąć w „ciągu dalszym”)…
      Dla mnie przyjaźń też jest wyjątkową relacją, a w moim wpisie dokonałam pewnych uogólnień pisząc „przyjaciele”… Jak życie pokazało, byli to raczej kandydaci na przyjaciół.
      A kategoria „po” w ich przypadku dla mnie nie istniała. Nie jestem w stanie zaliczyć każdego faceta, który ma interesujące wnętrze 🙂 żeby odseksualnić relację… 😦

      Polubienie

  4. Czy ja, jako przedstawiciel płci przeciwnej, mogę zabrać w tej sprawie głos? Mam może dość kontrowersyjny pogląd na sprawę przyjaźni damsko-męskiej i trochę inne od Waszych doświadczenia.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  5. Moja dobra znajoma, ale nie przyjaciółka, często się chwali swoją przyjaźnią z facetem, wychwala zalety tejże przyjaźni, a szczególnie jej niezawodność. Zapomina jednak dodać, że ów przyjaciel jest zdeklarowanym gejem i żyje w stałym związku ze swym partnerem. Według mnie taki rodzaj przyjaźni, niejako z definicji, jest aseksualny, co jak mniemam, dla Pań, jest jednym z podstawowych warunków trwałej przyjaźnie damsko-męskiej. Ta moja znajoma, ma tutaj ewidentnie zadania ułatwione.

    Kilkanaście lat temu kochałem się „na zabój” w pewnej uroczej pani. Ze wzajemnością. Niestety, jak to często w życiu bywa, owo uczucie doznało porażki z tych czy innych powodów, które pominę. Ponieważ rozstanie nie było „burzliwe”, choć wcale nie łatwe, znajomość jakimś sumptem przetrwała, ba!, przerodziła się w przyjaźń, choć i mnie wydawało się to niemożliwe. Dziś ona ma męża i o jakimkolwiek powrocie do dawnego układu nie ma kompletnie mowy. Daję ten przykład w kontekście aseksualności, co dla mnie, przeciętnego faceta, wydaje się być mitem,zupełnym nieporozumieniem, przynajmniej jeśli mowa płci męskiej. Jak jest z kobietami się nie wypowiadam, nigdy kobietą nie byłem. Bo ja tej mojej byłej już miłości wciąż pragnę, choć nigdy jej o tym nie powiem, nigdy bym się teraz nie odważył nawet napomknąć. Ściślej rzecz ujmując, nawet nie spodziewam się jakiejś sprzyjającej okoliczności w przyszłości. Raz jedyny, gdy już cementowała się przyjaźń, tę kwestię sobie szczerze wyjaśniliśmy. Szansę na bardziej zażyłe uczucia mieliśmy i ją zaprzepaściliśmy. Koniec kropka.

    Mnie zastanawia, w czym problem, jeśli facet tylko pomyśli o jakimś intymnym tet a tet i na tym myśleniu się kończy. Nie sądzę, aby ktoś miał taki czarodziejski prztyczek, który w stosunku do ładnej kobiety wyłączy mu erotykę, tak jak do rodzonej siostry. Chyba, że jest gejem lub impotentem. W obu przypadkach prztyczka nie potrzebuje.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Dzięki za taki kawałek autentycznej historii…:) Trochę zmienia percepcję problemu…
      Pytanie tylko, że jesteś wyjątkiem, czy typowym facetem? Bo jeśli jesteś typowy (przepraszam za bezpośredniość, ale szukam odpowiedzi), to oznacza, że większość facetów (poza wymienionymi) ma z tyłu głowy kategorię „łóżko”… nawet, gdy nakreślone zostały ramy przyjaźni.
      Jeśli zaś jesteś wyjątkiem, to może istnieje grupa aseksualnych facetów, z którą można przyjaźnić się bez ryzyka, że włączą im się kosmate myśli…? Zresztą myśli się nie boję, bardziej niepokoją mnie jakieś deklaracje, cielęce spojrzenia, pozornie nieuchwytne podteksty…

      Polubienie

      • Kiedyś spotkałem się z hipotezą, że ZDROWY mężczyzna, przeciętnie, co sześć sekund na dobę myśli o seksie, wliczając w to oczywiście sen. Mam wątpliwości, co do owych sześciu sekund, ale nie będę się spierał. Jednak coś jest na rzeczy, bo mnie się jednak czasami zdarzy myśleć o seksie nawet w sytuacjach, które byłoby trudno z seksem kojarzyć. Rzecz chyba nie w samym myśleniu, a w tym, co z tym myśleniem robić, aby nad nim panować.
        Nie przypuszczam, abym był wyjątkiem. Wystarczy pobyć w typowo i wyłącznie męskim gronie. Są dwa dyżurne tematy: sport i seks, rzekłbym nawet: dość pokrewne 🙂

        Polubienie

    • O i poruszyłeś Asmodeuszu tutaj bardzo istotną rzecz, o której ja całkiem zapomniałam wspomnieć. Mianowicie przyjaźń z gejem. Jest damsko – męska? jest, a obawy, że przerodzi się to w głębokie uczucie lub oboje wylądują w łóżku są znikome. Wśród moich koleżanek są takie, które twierdzą, że nie ma lepszego przyjaciela jak Gej. On najlepiej zrozumie, doradzi, bo jest taką jakby kobietą tylko w męskim wydaniu 🙂

      Pisząc o damie swojego serca, wygląda na to, że jesteś lojalnym i odpowiedzialnym człowiekiem, bo nie chcesz burzyć jej szczęścia i związku. Wiele razy słyszałam jak taka zdesperowana i ślepo zakochana osoba chciała po trupach, za wszelką cenę zdobyć swojego ukochanego, czy ukochaną niszcząc przy tym wszystko i wszystkich, którzy stali mu/jej na drodze.

      Pozdrawiam

      Polubienie

      • Tę opinię o gejach, jako o najlepszych przyjaciołach dla kobiet też słyszałem, i jestem w stanie się z nią zgodzić 🙂
        Pewnie, że i takie sytuacje się zdarzają, ale powstaje pytanie, czy to jest przyjaźń? Ja bym takich relacji pod to pojęcie nie podciągał. Trudno mi też określić czy moje relację z byłą Panią serca to odpowiedzialność. Będę bardziej skromny. Lojalność tak, ale do tego trzeba dodać i wyrachowanie. Mnie z tą Panią jest przyjemnie nawet jeśli to tylko rozmowa, a rozmawiać moglibyśmy godzinami. Ze względu na jej status, to też raczej rzadko, powiedziałbym sporadycznie, ale takie są prawa przyjaźni. Przede mną jest jej ślubny partner.

        Polubienie

        • Nie mam nic przeciwko gejom, jednak tych dwóch, których znam, nie dąży do przyjaźni ze mną. Zresztą obaj mi nie odpowiadają, nie z racji orientacji (bo w tym aspekcie jest mi wszystko jedno), ale z uwagi na zupełnie inną osobowość.
          A – wybacz, jeśli pytam za bardzo bezpośrednio – czy Twoja relacja z Panią od serca nie jest aby czekaniem…? 🙂

          Polubienie

          • Szczerze? Czasami czekam na seks, ale już nie z nią 🙂 Tamten rozdział został definitywnie zamknięty. Czy uważasz, że to naprawdę jest niemożliwe?
            Ja nie ukrywam, jestem samcem w ścisłym tego słowa znaczeniu, tyle że nie bezmyślnym, jak to się zwykło przypisywać temu określeniu. Dla mnie bardziej niepojętym jest określenie aseksualny, w odniesieniu do siebie. Można kogoś potraktować aseksualnie, ale mówić tak o sobie (sic?!) Ja tego nawet nie potrafię sobie wyobrazić u kobiety, choć jak nadmieniłem wcześniej, nie mam prawa orzekać, bo kobietą nie byłem.

            Polubienie

            • Nie wiem, czy jest to niemożliwe… Wychodzę z założenia, że w życiu nie da się przewidzieć wszystkiego i nawet zamknięte rozdziały się otwierają, przez kogoś, kto nie zauważył/zapomniał, że miało być zamknięte 🙂
              Ja siebie też nie wyobrażam w kategoriach aseksualności 🙂 we własnym oglądzie, choć nie przeszkadzałoby mi, gdyby co niektórzy tak mnie postrzegali. M.in. fajnie jest jak zapluty pijak pod kioskiem nie komentuje Twoich pośladków…

              Polubienie

            • Też nasuwa mi się to pytanie, które zadała Ci Dama Kameliowa. Nie wiem jak to jest u Ciebie, ale osobiście znam takie przypadki, gdzie mężczyzna lub kobieta po uszy zadłużeni nie potrafią się z tego otrząsnąć i trwają w tym uczuciu przez długie lata. Nie wiążąc się z nikim żyją nadzieją, że a nóż coś się wydarzy i ów obiekt westchnień wreszcie będzie dostępny na tyle, by można się było do niego zbliżyć. Czasem jest też tak, że gdy zadłużeni lokują się wreszcie w jakimś związku, to cały czas myślą i porównują swojego partnera/kę z obiektem westchnień.

              Polubienie

              • To chyba zbyt daleko idące uogólnienia, stereotypy, a tak naprawdę niewiele na ten temat wiadomo bo przyznasz, że takich przypadków nie ma zbyt wiele. Jasne, nie da się wyrzucić z pamięci tego, co było, a szczególnie, gdy było przyjemne. Zauważ, że po rozstaniu, już bez przyjaźni, i tak targają nami dwa dość sprzeczne uczucia: nienawiść i żal, że coś się skończyło. Jednak w większości przypadków to mija. Pewnie szybciej, gdy partnerzy się nie widzą, co nie znaczy, że gdy się widzą to już nie minie. Gdybym wszystkie byłe partnerki miał traktować dalej w kategoriach ciągłego pożądania, dziś pewnie siedziałbym w kaftanie bezpieczeństwa. Na szczęście, nigdy nie miałem okazji ani potrzeby go ubrać 🙂

                Polubienie

                • Po części zgodzę się z tym co piszesz. Faktycznie nie jest zbyt wiele tych nieszczęśliwie zadłużonych, ale są i warto o nich też wspomnieć. Dlatego uczyniłam to powyżej, opierając się na tych przypadkach, które znam osobiście. Absolutnie nie miałam na myśli tego, że każdy nie może się pogodzić ze stratą, czy to przyjaciela, czy partnera. Większość radzi sobie z tym dość dobrze, wiadomo, że jeżeli to było mocne uczucie i więź, to nie przejdzie tak od razu, ale po upływie odpowiedniego czasu rany się zabliźniają i patrzymy już z innej perspektywy, gotowi na ponowne ulokowanie swoich uczuć i pożądania, o którym wspomniałeś 🙂
                  Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni podobno szybciej dochodzą do siebie i lepiej radzą sobie ze stratą niż kobiety, które są wrażliwsze, bardziej uczuciowe i bardziej się angażują w związek, czy też przyjaźń.

                  Polubienie

              • Dodam jeszcze, ale to tylko mój osobisty pogląd. Bezsprzecznie pożądanie jest wpisane w nasze jestestwo, być może u facetów bardziej. Na szczęście broni nas sama natura tego pożądania, bo (i tu śmiały wniosek) monogamia bardziej wynika z kultury niż z biologii. Tej drugiej chyba bliżej do bigami.

                Polubienie

                • Nie być może, tylko na pewno faceci bardziej pożądają, bo ich wzrok jest mocno nastawiony na kobiece piękno i kształty (i nie tylko), wiele razy słyszałam stwierdzenie, że mężczyźni są wzrokowcami 🙂
                  A wśród bigamistów nie wiedzieć czemu są prawie sami mężczyźni 🙂

                  Polubienie

                  • Tylko, co z tego ma wynikać? Że to podłe, aroganckie, niewrażliwe, nie zdolne do uczuć samce?! A może zło leży właśnie po stronie kobiet, bo są zbyt sentymentalne, zbyt romantyczne, zbyt zaborcze, zbyt monogamiczne, zbyt etc., etc.,
                    Umówmy się, że to wina natury, nie nas samych 🙂

                    Polubienie

  6. Chyba dość trafnie do tematu podeszła „porta celeste” zauważając, że pojęcie „przyjaźń” jest niedookreślone. A więc jakie cechy i zachowania uznamy za spełniające wymogi przyjaźni? Te same zastrzeżenia bym dodał jeszcze do kwestii „oczekiwań” jakie pojawiają się w związku przyjacielskim. Oczywiście ważne jest też, czy chodzi o przyjaźń w związkach hetero, homo, bi, aseksualnych, i każdych innych definiowanych już w 6-12 kategoriach płciowych.
    No i – moim zdaniem – rzecz najważniejsza, co uznamy za stosunek seksualny? To ważne, bo to decyduje o zdradzie nie tylko związku przyjacielskiego, ale i partnerskiego, czy małżeńskiego. Czy seks np. z ekranem monitora (albo perwersyjne sny) to już zdrada, czy jeszcze nie. Niektóre kobiety uważają, że zdradą jest nawet to kiedy mąż spojrzy (nie odwracając głowy) na ulicy na inną kobietę – to jedno ekstremum.
    Z drugiej strony inni uważają, że nawet wyuzdany seks grupowy (jako kolejna faza po BDSM) nie jest zdradą tylko „lizaniem loda przez szybę”.
    Jeszcze inni, do których ja się zaliczam, zdradą nazywają to co partnerzy (małżonkowie) obiecywali przed Bogiem i sobą, i „to” wcale nie musi wywodzić się z obszaru seksu. Jeżeli przez to przebrniemy to myślę, że możemy wtedy podywagować na zadany temat.
    Dobrym sposobem jest w momencie kiedy znajomość przeradza się w przyjaźń ustalić i upewnić się co do jej zakresu. Nie jest to jednak rada uniwersalna, bo człowiek nawet sam za siebie nie może ręczyć i nie wie dlaczego nagle zaczyna kogoś kochać, albo przestaje. Bo miłość to najgorsza choroba. Myślę, że już wystarczająco skomplikowałem temat, abyśmy mogli się za niego zabrać. 😉 🙂

    Polubienie

    • Wystarczająco skomplikowałeś temat 🙂 Byłam cierpliwa… Ale i moja cierpliwość ma swoje granice 🙂
      Więc teraz, drogi Andrzeju, bez owijania w bawełnę: a co Ty myślisz na temat aseksualności w relacjach damsko-męskich? Proszę o odpowiedź bez wątków pobocznych i dygresji 🙂

      Polubienie

              • Czy George Clooney albo Doda mogą być aseksualni? Mogą, jeżeli sami nam to powiedzą! Nieprawidłowe używanie tego pojęcia staje się już nagminne, jeżeli ktoś nam się nie podoba to mówimy: on/ona jest aseksualny. 😀 Kardynalnym więc błędem jest łączenie pojęć: aseksualizmu z pociągiem (pożądaniem) seksualnym. To znane przypadki, że obleśny, cuchnący, brzuchaty i owłosiony facet może być obiektem pożądania kobiety, i na odwrót. Jeżeli uda się oddzielić seks od przyjaźni (a można zaczynając właśnie, a nie kończąc, na seksie) to mamy odpowiedź czym jest przyjaźń.
                Niestety nie ma „czystych odmian orientacji seksualnej”, m.in. np. wg Michaela D. Storms’a wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu osobami hetero, homo, bi, oraz aseksualnymi. Migracja i nasilenie tych cech na przestrzeni rozwoju osobniczego decyduje o tym kim jesteśmy, byliśmy, albo kim się stajemy. To zostało opisane m.in. przez Alfreda Kinsey’a.
                Nie można więc mieć pretensji, że nasz przyjaciel nagle zmienił orientację, bo tylko krowa nie zmienia poglądów, a ludzie orientacji, 😉 którzy nagle się dziwią, że ich nie pociąga własny partner, tylko małżonek sąsiadki.
                Uważam, że tak poruszony temat wymaga sprecyzowania pojęć: przyjaźń, i współżycie seksualne. Dopiero wtedy można sobie pohulać w tym zawężonym mocno obszarze.

                Polubienie

                • Może ja mylę aseksualizm z brakiem pociągu do danej osoby, ale pasuje mi to zestawienie 🙂 W tym (błędnym, subiektywnie przyjętym) kontekście i aseksualny jest dla mnie Clooney (nie rozumiem, o co chodzi z manią na punkcie tego faceta, ale może w realu robi lepsze wrażenie), a tym bardziej Doda (jest dla mnie nazbyt męska).
                  Zgadzam się z tym, że nie ma całkowicie czystej orientacji, choć ludzie temu zaprzeczają (w obawie przed własnym aspektem homoseksualnym? łamaniem tabu? czy też może opinią innych). Nie pociągają mnie seksualnie kobiety, aczkolwiek zdarzają się takie, które postrzegam jako atrakcyjne i najzwyczajniej w świecie mi się podobają.
                  Nie miałabym pretensji, jeśli ktoś zmienia orientację (a może raczej ją sobie uświadamia), ale przykrość mi sprawia zmiana obiektu zainteresowania…zwłaszcza, jeśli zachodzi ona (np. jak w opisanych przeze mnie przypadkach) w sposób niezgodny z moimi oczekiwaniami…

                  Polubienie

                  • O.K. To spróbujmy pojechać dalej. Jeżeli już zgadzasz się, że na przestrzeni życia człowiek może zmieni(a)ć orientację, to problem jest jeszcze bardziej zawiły. Tu już nie chodzi o pełną reorientację seksualna, ale raczej kaprys, przejawiany w krótszym czasie, nawet w ciągu doby. Może być tak, że rano mamy chęć na naszego współmałżonka (u kobiet to jest niestety wieczór), a w innych porach dnia … na kogoś innego. Ten kaprys jest także zależny od stanu psychofizycznego. Nie chcę przez to twierdzić, że Twoja przyjaźń rozpadła się przez kaprys, ale coś w tym jest. To, że mąż w jakimś czasie oglądał się za paniami „pełniejszymi” nie znaczy, że tak mu zostanie, pisałem o tym obrazując zdjęciami tutaj:
                    http://foto-anzai.blogspot.com/2016/03/teraz-bedzie-o-gustach-czyli-modelki-od.html
                    Przepraszam za to linkowanie, ale myślę, że dość dobrze wyjaśnia to o czym piszę? Tak się zastanawiam, że jeżeli nie rozmawiałaś o tych sprawach ze swoim przyjacielem to może nie była to taka przyjaźń pełna eksponowana przez Was oboje?

                    Polubienie

                    • Rozumiem „kaprysy” – różne myśli pojawiają się w naszej głowie (np. zaraz cisnę w kogoś talerzem), a jednak nie wcielamy ich w życie z różnych powodów.
                      Może moje „przyjaźnie” rozpadały się przez kaprysy, choć wydaje mi się, że na incydentalne reakcje nie reagowałabym aż tak żywiołowo (raczej postrzegałam/łabym je w kategoriach mojego błędu percepcji, czy jakiegoś „artefaktu”). Wydaje mi się, że mogło być tak, jak to zasugerowała Matylda (poniżej) – toczyły się równolegle dwie odmienne „historie” (nawet, jeśli początek był podobny), a ja chciałam je widzieć tylko w swoim świetle. I bardzo trafne pytanie – o to, czy rozmawiałam… Nie rozmawiałam. Kiedy nie miałam już wątpliwości, że dany osobnik chce czegoś więcej, po prostu uciekałam. 😦
                      P.S. Przeczytałam Twój post 🙂 Bardzo ciekawy.

                      Polubienie

                    • Kaprys to takie określenie na wyrost (gdy oceniasz sytuację in post), bardziej pasuje chwilowa potrzeba, zniechęcenie, albo na odwrót zaciekawienie, itd., itp. To może być też ten „… obleśny, cuchnący, brzuchaty i owłosiony facet …” używany jednorazowo, tak jak pieprz do mdłych potraw.
                      Istotną cechą zawierania przyjaźni jest obustronne uświadomienie sobie potrzeby, oczekiwań, celu, itd. To zresztą może jest najważniejsze i niedoceniane.

                      Polubienie

                    • Ja to jest z Tobą, Andrzeju, że kręcisz i rozwijasz, a potem powiesz takie jedno-dwa zdania (jak na końcu), które właściwie zawierają WSZYSTKO 🙂 Nic dodać, nie ująć 🙂

                      Polubienie

  7. Hmm … trudny temat, dużo myśli mi się kotłuje w głowie i o ile mogłabym porozmawiać, tak zastanawiam się jak to sensownie napisać. Nie znam niestety i nie wierzę w żadną przyjaźń damsko – męską, która by trwała niczym niezmącona, przez długie lata. Podobnie jak Anna uważam, że na miano tzw. przyjaciela trzeba sobie bardzo zasłużyć.
    Często taki stan rodzi się w okresie młodzieńczym, kiedy nie ma się żadnych zobowiązań wobec drugiej osoby. Jednak, gdy nagle któraś ze stron poznaje swojego partnera/kę, wszystko zaczyna się psuć i czar pryska. Jedno zaczyna być o to drugie zazdrosne, mają wtedy mniej czasu dla siebie, a ich rozmowy nie przypominają już tych szczerych z minionego okresu. Bywają też takie sytuacje, że jedna ze stron jest zauroczona w swoim potencjalnym znajomym/ej i uważa, że dzięki rzekomej przyjaźni będzie miała okazję przebywać blisko swojego obiektu westchnień 😉
    Często też wspólna fascynacja, zainteresowania, świetne relacje powodują, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną zaczyna przeobrażać się w coś więcej, pojawiają się uczucia, których tak na prawdę na początku nie jest się świadomym. W zasadzie trudno się jest temu dziwić, bo gdy dorzucimy to tego jeszcze atrakcyjność i zaufanie, to wyjdzie nam związek prawie idealny 🙂
    Mężczyźni inaczej podchodzą do tego tematu, są czasem zbyt obcesowi, zaborczy, a udaną znajomość sprowadzają do podtekstów erotycznych. Kobiety natomiast są wrażliwe, delikatne i bardziej uczuciowe, potrafią też być konsekwentne i stanowcze jeśli coś sobie postanowią to trzymają się swoich określonych przez nie same, zasad. Jak zdążyłaś to zauważyć na swoim przykładzie Damo Kameliowa, nie jest tak łatwo trwać w opisanej przez Ciebie przyjaźni. Tylko pytanie na ile to była faktycznie przyjaźń, a na ile mylne pozory, które wprowadziły Cię w błędną interpretację tegoż właśnie stanu.

    Piszesz też, że partnerki Twoich dawnych znajomych były przeciwne przyjaźni między ich facetami, a Tobą.
    W sumie im się nie dziwię, sama też raczej byłabym przeciwna takiej zażyłej znajomości. Lepiej nie kusić losu, bo można się mocno sparzyć. Tak jak wyżej pisałam, mężczyźni są inni, mając od dłuższego czasu przy boku swoją partnerkę życiową (żonę), która czasem pozrzędzi, pomarudzi, czy pokrzyczy częściej potrafią się zakochać, a nawet pokusić o skok w bok ze swoją przyjaciółką, która chętnie wysłucha, pocieszy i pochwali, bo jak tu takiego Anioła nie pokochać?

    Polubienie

    • Gabi, tyle mądrych słów napisałaś, że sama nie wiem, do czego się odnieść… 🙂 Zgadzam się i co do tego, że nastoletnie przyjaźnie ewoluują w różnym kierunku, gdy jedna ze stron poznaje swojego partnera (choćby dlatego, że trudno być jednakowo lojalnym i do partnera, i do przyjaciela).
      I masz rację, że przyjaźń może zamienić się w związek idealny i trudno do kogoś mieć tu pretensje, bo spełnione są kryteria takiego związku 🙂
      Nie wiem, czy w moim przypadku były to mylne pozory… W mojej percepcji relacja rozwijała się na uczciwych zasadach, włączałam nawet do niej męża, byłam otwarta na partnerki moich „kandydatów na przyjaciół”… Co więcej nie byłam wspierającym aniołem – ale sobą, ze swoim cholerycznym charakterem, szczerością i kapryśnością… A może ci faceci widzieli to inaczej…? Najgorsze jest, że zamiast powiedzieć sobie, że to ich oczekiwania były niesprecyzowane, gdzieś w środku mam (polsko-kobiece) poczucie winy… 😦

      Polubienie

      • Tak to już jest z nami kobietami, że często czujemy się odpowiedzialne i winne za coś, co niekoniecznie jest od nas zależne. Wiele razy miałam okazję zaobserwować pewne nieścisłości, czy niedopowiedzenia, bo coś co nam wydaje się oczywiste, nie zawsze takie jest dla naszego partnera, czy przyjaciela. Anzai zwrócił uwagę na jedną z istotnych spraw, a mianowicie szczerą rozmowę, która może mieć wielkie znaczenie w znajomości. Nieraz ma miejsce taka sytuacja, że ktoś może mylnie odebrać nasze intencje, słowa, gesty, czy żarty. Myślę, że gdyby ludzie bardziej otwarcie i bezpośrednio wyjaśniali sobie wszelkie niejasności, czy nieścisłości, to najprawdopodobniej byłoby więcej udanych związków bądź przyjaźni. Należę do osób wylewnych i nie lubię niejasnych sytuacji, dlatego często wyrzucam z siebie to co mi leży na wątrobie. Mój mąż w przeciwieństwie do mnie woli zamiast zapytać, snuć własne teorie. Zapewne moja wylewność jest dla niego chwilami męcząca, ale przynajmniej nie zarzuci mi, że o czymś nie wiedział i nie przypuszczał, że jest tak, a nie właśnie tak.

        Polubienie

  8. Nie miałam nigdy takich relacji, miałam kolegów, znajomych itd. Zauważyłam jednak, że niektórych facetów traktuje sie od początku aseksualnie, jak braci, kuzynów, natomiast gdy mężczyzna działa na nas w określony sposób, to trudno skupić sie nawet na rozmowie, więc chyba i relacje przyjacielskie odpadają. Może to być więc sprawa chemii miedzy ludźmi różnej płci. i jak to już ktoś powiedział, łatwiejsza jest przyjaźń z gejem, łatwiejsza dla obu stron…
    Ciekawy temat 🙂

    Polubienie

    • Ha, cieszę się, ze ktoś to napisał! Że bywają faceci, których traktuje się aseksualnie! 🙂 I nie jest to kwestia żadnego „wyparcia” mówiąc językiem freudowskim, czy wyboru, ale po prostu tego, że ktoś jest kompletnie niepociągający, obojętny płciowo…

      Polubienie

    • I tu się z Tobą zgodzę Jotko, jeżeli od samego początku ktoś nam się podoba i coś delikatnie iskrzy lepiej nie pchać się w taką przyjaźń, bo na tym etapie ona na pewno nie pozostanie 🙂

      Polubienie

  9. Gdyby wszyscy działali na nas seksualnie, to nie byłoby stałych związków i parzylibyśmy sie jak króliki 😉
    Będąc w długoletnim związku i obserwując narastanie zaangażowania w innym kierunku, chyba warto zastanowić sie ile mamy do stracenia, ale to już chyba trochę inny temat.

    Polubienie

    • Niekoniecznie musielibyśmy się parzyć, moglibyśmy pozostawać w czystości, za to owładnięci różnymi kosmatymi fantazjami 😦 też niefajne.
      A na zaangażowanie w innym kierunku można spojrzeć i z perspektywy konsekwencji, i z aspektu motywów. Motywy bywają różne, najgorzej, kiedy ich podłożem jest egoizm i hedonizm realizowany kosztem innych (jak to pisałaś u siebie 🙂 )

      Polubienie

  10. Poruszyłaś wiele wątków, trudno skomentować to w dwóch zdaniach. Pokuszę się o mały wniosek, że z tą przyjaźnią damsko – męską trochę się przeliczyłaś i nie znasz do końca psychiki mężczyzn. 😉 Znam to z autopsji, ponieważ mam przyjaciela od długiego czasu, więc to informacje „ze źródła”. Generalnie jest tak, że nawet jeśli mężczyzna jest dla Ciebie aseksualny, to Ty możesz być atrakcyjna dla niego, chociaż o tym nie wiesz. Mężczyźni są tak skonstruowani psychicznie i biologicznie, że po dłuższej znajomości z kobietą, która im się podoba, prędzej czy później dążą do seksu z nią. Zresztą nie widzę nic złego w przyjaźni z mężczyzną połączonej z seksem, jeśli odpowiada to obu stronom (pod warunkiem, że oboje są wolni). Są dorośli i to ich wybór. Ja czułabym się fatalnie jako kobieta, gdyby przyjaciel traktował mnie tylko jak damskiego kumpla do pogadania przy piwie. Oczywiście chodzi też o porozumienie intelektualne i rozmowę, ale trudno oddzielić od tego fizyczność, a czasem też uczucia. Człowiek czuje się atrakcyjny dla płci przeciwnej tak długo, dopóki jest atrakcyjny seksualnie. Myślę, że mężczyźni odbierają to podobnie, co widać na przykładach Twoich przyjaciół, którzy jednak liczyli na coś więcej.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję 🙂 Masz rację – przeliczyłam się, bo w typowy dla siebie sposób przyjęłam, że moje założenia dotyczące relacji są założeniami innych.
      Z tą znajomością psychiki to ciężka sprawa – niby ludzi można jakoś poszufladkować wg różnych kryteriów , ale nawet samą siebie mogę wyjaśnić i przewidzieć tylko na 95%…
      A z aseksualnością-atrakcyjnością jest faktycznie tak jak napisałaś, natomiast ja znowu mam „gdzieś w głowie” założenia, że jeśli ktoś mnie nie pociąga, to vice versa. Więc tym bardziej tu seks nie wchodzi w rachubę (abstrahując od kwestii bycia zamężną)…
      Bycie kumplem od piwa (od wina w moim przypadku, bo piwa nie lubię) mi nie przeszkadza 🙂 Jestem atrakcyjna seksualnie dla faceta, którego kocham, i to mnie w pełni zadowala:) A postrzeganie przez innych jako atrakcyjnej bywa krępujące, kiedy za tym idą w tle jakieś inne zachowania/oczekiwania (a mam takiego pecha, że niestety idą). 😦

      Polubienie

      • Nasuwa się pytanie, dlaczego Twoi przyjaciele „podkochiwali się” w Tobie, byli nawet zazdrośni o Ciebie wiedząc, że jesteś mężatką, czyli zajętą i nie zainteresowaną nikim innym? Może sam fakt przyjaźni z Tobą i spędzania czasu dawał im w wyobraźni furtkę, że może to początek romansu. Przykładem jest stwierdzenie jednego z nich, że „wybiera żonę”, tak jakbyś Ty była „tą drugą”. Z drugiej strony osobiście nie chciałabym, żeby mój partner/mąż miał przyjaciółkę, bo zwyczajnie byłabym zazdrosna. Mógłby mieć tylko koleżanki, tak jak ja kolegów. 🙂

        Polubienie

        • Nie wiem, dlaczego, może przyciągam jakiś określony typ? W relacjach z bliskimi ludźmi jestem otwarta i spontaniczna, może zostało to odczytane jako zaproszenie? 😦 Bo na poziomie świadomych zachowań nie robiłam nic w tym (niepożądanym dla mnie!) kierunku…
          Natomiast trudno mi mówić, czy byłabym zazdrosna o przyjaciółki mojego męża, bo jego uwaga koncentruje się głównie na mnie 🙂 Nawet kumpli odstawia na rzecz mnie. Natomiast mój mąż nie jest zazdrosny o moje relacje z mężczyznami, może dlatego, że nigdy nie ukrywałam żadnych osób, ani relacji, co więcej – zawsze też starałam się go w nie wciągać (choćby po to, aby miał własne zdanie na temat danej osoby).

          Polubienie

  11. Myślę ze taka przyjaźń bywa możliwa. Mam takiego przyjaciela. Choc moze to ja uwazam sie bardziej za przyjaciolke., ale wiem taz ze moge na niego liczyć. ze wyslucha postara sie zrozumiec . pozdrawiam

    Polubienie

    • Witaj 🙂 Jesteś głosem na „tak” w prowadzonej tu dyskusji 🙂
      A ja Ci zazdroszczę. Nie chcę Ci odbierać, ale chciałabym mieć tak samo. Fajnie jest przyjaźnić się z inną płcią, przyjaźnić = aż tyle, tylko tyle 🙂 Pozdrowienia.

      Polubienie

  12. Mam wśród przyjaciół także panów, ale stawiamy jasne granice i wiadomo, że nikt nie pozwoli sobie nawet na żart w tym temacie. A spotykamy się jedynie razem ze swoimi połówkami. Zatem, należy zakreślić granice, by nie było niedomówień, by ktoś inny nie łudził się co do wzajemnych relacji.
    Zasyłam serdeczności.

    Polubienie

  13. Zrobiło się tak filozoficznie, że się pogubiłem i gdyby nie komentarz Boi, to bym się nie odnalazł 🙂
    Bo co to jest przyjaźń, co to jest znajomość, itp. Każdy z nas jest inny, więc naprawdę ciężko jest znaleźć jeden wzorzec dla wszystkich. Być może w każdej znajomości między płciowej jest jakiś aspekt seksualny. Ale też nie dajmy się zwariować, bo wrócimy do czasów, kiedy i mężczyźni i kobiety musieli wszędzie przebywać osobno. Jeżeli jesteśmy dorośli i jeżeli nawet druga strona pociąga nas fizycznie, możemy postawić sobie granice. To jest możliwe. Ja wśród swoich znajomych mam wiele kobiet, zostałem wychowany w środowisko, gdzie kobiet zawsze było znacznie więcej i gdybym wyeliminował wszystkie kobiety z mojego otoczenia, byłbym dość samotny. Lubię przebywać w środowisku, gdzie jest więcej kobiet, nie wyobrażam sobie środowiska, gdzie jest większość facetów. Wśród moich znajomych jest kilka kobiet, które kiedyś mi się podobały, zapewne i ja też paru moim koleżankom się podobałem. Ale to było kiedyś i absolutnie nie przeszkadza w dobrej znajomości.

    Polubienie

    • Chciałabym, żeby tych granic umieli też przestrzegać inni 🙂
      Masz rację – nie chodzi tu o powrót do czasów wiktoriańskich, ale też i nie chodzi o to, aby wszystko było rozpatrywane przez pryzmat „łózka”, bo to dość kłopotliwe w relacji 🙂 Chciałabym, aby „podobanie” się pozostało w sferze myśli, nie rodząc reperkusji.

      Polubienie

      • Zastanawiam się jeszcze nad jednym aspektem, który może wynikać z opisanych prze ciebie przypadków – nad aspektem zazdrości. Ludzie potrafią być szalenie zazdrośni nie tylko o partnera/partnerkę, ale również o przyjaciela/przyjaciółkę czy nawet o zwykłych znajomych. Przyjaciel/przyjaciółka traktuje wszystkich innych (również małżonków), jako potencjalne zagrożenie. I nie ma w tym żadnego podtekstu seksualnego.

        Polubienie

  14. Wierzę w taką przyjaźń. Ale pomiędzy wiarą a wiedzą jest przepaść. Myślałam, że znalazłam przyjaciela. Ale on tylko czekał aż będę wolna. Może dlatego, że przyjaźń to też uczucie?

    Polubienie

  15. Od przyjaźni są przyjaciółki. Kobiety nadają na innych falach. Mężczyźni są, jakby to określić? ;), bardziej monotematyczni – muszą zaistnieć w roli samca. Najlepiej alfa 🙂 Tak mają. Bywają pożyteczni, uczynni, sympatyczni i pomocni tak długo, jak długo nie pozbawia się ich złudzeń, że nie odbiera się ich, choćby potencjalnie, jako partnerów seksualnych.
    Nigdy nie szukałam u mężczyzn przyjaźni. Po co, skoro przyjaciółki w lot łapały o co mi chodzi, zaś facetowi trzeba to było tłumaczyć długo za długo 🙂

    Polubienie

    • Kobiety są inne niż mężczyźni 🙂 Nie lubią rywalizacji, z czym np. mężczyźni nie mają problemu. Kobiety czasem gadają za dużo „pierdół”, więcej niż monotematyczni, zadaniowi mężczyźni. Dlatego czasami wolę facetów jako (potencjalnych) przyjaciół 🙂

      Polubienie

  16. Z mojego doświadczenia wynika, że przyjaźnie damsko-męskie są dobre jako start up związku. I to takiego solidnego. Tak zeszłam się z moim A. Przyjaźń, przyjaźń, związek. A wcześniej jakiego przyjaciela rodzaju męskiego bym nie miała, albo mnie się sekretnie podobał, albo ja jemu. Mniej sekretnie, bo większość mężczyzn nie potrafi się kryć i nie kontroluje mowy ciała xD
    Wieżę w przyjaźń damsko męską, ale z datą przydatności. Niestety często faceci nie zaprzątają sobie głowy dziewczyną, która się im nie podoba. Pewnie się zdarza.
    Temat rzeka…
    Pozdrawiam 😉

    Polubienie

      • Podejrzewam, że przyjaźń jest możliwa jak długo jedna ze stron, która jest zainteresowana bardziej zamierza trzymać dziób na kłódkę. Niestety długo się tak nie da. Można oczywiście mieć znajomych i nie dopuszczać ich za blisko, ale to już nie przyjaźń, nie? 😉

        Polubienie

          • Gorzej kiedy przyjaciel to totalny maszkaron, z którym nigdy byś się nie umówiła, ale zakochany po uszy xD 😀
            Żartuję. Do każdej facjaty można się przyzwyczaić.
            Platoniczne… Ostatnio widziane na ścianie jaskini Platona 😛
            Przyjaźń damsko męska to gra w Cygana. Dopóki nie sprawdzi się karty, można sobie oszukiwać 😉 Ale przez chwilę jest fajnie. Kontakt z kimś kumatym, z podobnymi upodobaniami albo charakterem. To potem wszystko szlag trafia. Pewnie najczęściej na wiosnę… 😛 xD

            Polubienie

            • Ja, już potem (nie opisałam tych historii), przyjaźniłam się z „maszkaronami”… Myślałam, że totalnie nieciekawi faceci, w dodatku już związani z jakimiś żonami, pozostając usidleni w trwałym związku nie będą łasi na moje wdzięki… Niestety 😦
              I masz rację – przez chwilę jest fajnie 😉

              Polubienie

              • Ciekawa jestem czy jakakolwiek przyjaźń albo relacja międzyludzka jest pozbawiona drugiego dna, jakiegoś interesu, skrywanych uczuć, ukrytych zamiarów. Albo niewłaściwych powodów.
                Aż głowa boli od zastanawiania. I nawet nie bardzo chcę wiedzieć. Ciekawe czy można się przyjaźnić tylko dlatego, że ta druga osoba rozumie.

                Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s